Wierzyć

Zdjęcie: Marcos Paulo Prado, Unsplash

Kochać, jak to łatwo powiedzieć! – wzdychał kiedyś P. Szczepanik. Ten liryczny tekst można strawestować, zastępując „kochać” słowem „wierzyć” – reszta w miarę się zgadza. Czemu dzieci, dorastając, odrzucają wiarę? Gdy wygasa abonament przejęty w rodzinnym pakiecie, mówią, że Bóg, jeśli istnieje, nie jest im potrzebny, że tego „nie czują”, „nie widzą potrzeby”. Także dzieci z rodzin, gdzie naprawdę żyje się wiarą, nieraz budują raczej na piasku niż na skale. Ktoś widzi wokół ludzi żyjących „fajnie” bez balastu przykazań; ktoś co dzień wraca z liceum z porcją newsów o skandalach wśród „kleru”, więc Bóg tak, ale… Ktoś, kto od dawna praktykował ekokatolicyzm, podpierając podczas Mszy drzewa pod kościołem, pyta: Mogę dziś nie iść? I co? Jeśli odpuszczę, to mi odpłynie. A jeśli zmuszę – co to da? Czy tląca się wiara rozbłyśnie, gdy wkurzony i zbuntowany zostanie „wypchnięty” na Mszę? Dylematy wielu rodziców, pytających: gdzie był błąd? Oczywiście, na modlitwie, w rachunku sumienia warto patrzeć na swoje życie oczami Boga, poprawiać się, korygować błędy. Ale trzeba też szanować wolność dzieci tak, jak Bóg szanuje naszą. A przy tym zachować pokój serca i pogodę ducha, będące wyrazem chrześcijańskiej nadziei, że Dobry Pasterz szuka każdej zagubionej owcy i nie pozwoli jej zginąć. Presja, ciągłe nagabywanie czy nawracanie „ogniem i mieczem” nie rozpalą ich wiary. Może ulegną dla świętego spokoju, ale co z tego? I tak urwą się przy pierwszej okazji, i to jeszcze z poczuciem krzywdy i żalu do nas. Chyba nie o to chodzi. My siejemy i podlewamy, lecz to Bóg daje wzrost – otwiera serca na swoją łaskę. Najpierw więc zawsze mówmy Jemu o naszych dzieciach, a dopiero potem im o Bogu. Żadna modlitwa nie pozostanie bez odpowiedzi: może za tydzień, za rok, a może po naszej śmierci. Zawsze we właściwym w oczach Bożych czasie. Ile świadectw, ile nawróceń gorąco dziś wierzących osób, które kiedyś miały zupełnie inny pomysł na życie. A ile naszych codziennych nawróceń, dużych i małych zdrad i powrotów. Prośmy o wiarę dla naszych dzieci, aby żyły w bliskości Boga – życiodajnego źródła miłości i dobra. Ale sami żyjmy też coraz lepiej i głębiej swoją wiarą, by być jasnym znakiem dla nich: wątpiących, kontestujących lub po prostu doświadczających kryzysu przejścia z „wiary ojców” do ich własnej, niepowtarzalnej relacji z Bogiem. Szukajmy tego, co łączy, miejmy dla nich uśmiech, wspierajmy to, co w nich dobre i piękne, nie tracąc nadziei, że to przecież nie koniec, tylko pewien trudny etap i to, co zasialiśmy, mimo naszych błędów i niedostatków, kiedyś z łaską Bożą wyda owoce, a niejeden z naszych „niewiernych Tomaszów” wejdzie przed nami do Królestwa Niebieskiego.

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku „Idziemy”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0