Sprawdzam!

Zdjęcie: Jem Sahagun, Unsplash

To jasne, że tak dużo mówi się o dramacie Ukrainy – niszczonego zbrodniczo kraju, małżeństw żegnających się na granicy, być może na zawsze; kobiet i dzieci jadących w nieznane z reklamówką w ręku. Starszych osób, których cały dorobek życia mieści się teraz w walizce. Kto z nas chciałby znaleźć się na ich miejscu? Historia, wbrew temu, co twierdzili niektórzy, bynajmniej się nie skończyła, lecz właśnie po raz kolejny puka do naszych drzwi, właśnie w tych ludziach, których świat dosłownie i w przenośni obrócił się w zgliszcza.  

Co z tego wynika dla nas i naszych rodzin? Oczywiście, przede wszystkim jesteśmy uczniami Chrystusa, który umiłował do końca i bez żadnej przenośni oddał życie za swoich przyjaciół. Każda sytuacja ekstremalna jest sprawdzianem naszej wiary i miarą naszego człowieczeństwa. „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga. Działaj tak, jakby wszystko zależało od Ciebie” – znana maksyma św. Ignacego Loyoli jest adekwatna także w tych okolicznościach. Źródłem naszej radości i pokoju serca jest bliska i przyjacielska relacja z Jezusem. A z przyjacielem chcemy dzielić nasze radości i smutki. Czymś naturalnym – i dobrze jeśli dzieci to widzą – powinno być odruchowe wręcz polecanie Bogu tego wszystkiego, co dzieje się wokół. Nie pomstowanie, lecz modlitwa o pomoc dla ofiar i opamiętanie dla najeźdźców. Jest to zapewne temat wieczornej modlitwy w rodzinie, ale w ciągu dnia również możemy wznosić ku niebu akty strzeliste: „Panie, pomóż im!”, „Matko, przemień ich serca!”– które pomagają nam utrzymać kontakt z Bogiem, jak smsy podtrzymują więź między przyjaciółmi. 

Jeśli chodzi o drugą część myśli św. Ignacego, to każdy ma tu inne warunki. Warto jednak stawiać sobie pytanie, czy naprawdę robimy wszystko, co możliwe? Czy wstaliśmy z naszej ciepłej kanapy albo przynajmniej się na niej posunęliśmy? Czy dajemy tylko z tego, co nam zbywa, czy też jest w tym element osobistej ofiary? Czy umiemy zrezygnować z naszych planów albo komfortu, i w dodatku zrobić to chętnie, chociaż tak oddając życie za naszych przyjaciół? Oczywiście, trzeba w tym zachować roztropność i porządek miłości po to, żeby w rezultacie nie zrujnować życia naszej rodziny. Ten czas to wielkie „sprawdzam” dla wielu cnót, które pragniemy kształtować w naszych dzieciach. Czy sami jesteśmy ich wzorem? Czy potrafimy zachować cierpliwość, optymizm, wytrwałość i ducha służby? Czy nie zaczniemy narzekać, kiedy okaże się, że nasi goście nie są tak idealni i bezproblemowi, jak wydawali się w pierwszych dniach, że mają swoje problemy plus bagaż traumatycznych doświadczeń? Czy my, dorośli, zaliczymy ten sprawdzian? Dzieci widzą to wszystko i jest to dla nich bezcenna życiowa lekcja.

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku „Idziemy”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0