Rządzenie światem zacznij od siebie

Zdjęcie: Annie Spratt, Unsplash

Jest pewna prawda, którą jako rodzice musimy mieć zawsze w głowie. Dusza ludzka jest nieśmiertelna, lecz nasze ciało – niestety tak. I nasz czas tu na ziemi jest w związku z tym ograniczony. „Choćbyśmy uczniami byli najtępszymi w szkole świata, nie będziemy repetować żadnej zimy ani lata” – cytując noblistkę. Skąd ta myśl? Ano stąd, że często działamy tak, jakbyśmy zupełnie o tym zapomnieli. Wielu rodziców wierzy chyba bezkrytycznie w postęp medycyny i uważa, że będą towarzyszyć swoim dzieciom do późnej starości (ich, nie własnej, bo to ostatnie dzieje się już niestety na naszych oczach. Słyszeliście o „dzieciach bumerangach”, które po kolejnej konfrontacji z dorosłością wciąż wracają pod rodzicielskie skrzydła? Albo o beztroskich „nastolatkach”, którzy już koło czterdziestki zaczynają się zastanawiać, co będą robić, gdy dorosną?). W wychowaniu, jak w biznesie (a ponad 90% Polaków deklaruje, że rodzina jest najważniejszym „biznesem” ich życia), trzeba patrzeć daleko do przodu. Warto pomyśleć, co zrobi moje dziecko, gdy któregoś dnia nie będę już w stanie prowadzić go przez życie za rączkę, co dzień budzić przez pół godziny do szkoły, przypominać o terminach klasówek i pilnować, aby na czas oddało wypracowanie, przeczytało lekturę… aha, i żeby przypadkiem nie spóźniło się na trening. A także wisieć nad nim, kontrolując czas i treści, które przegląda w internecie. Zaznaczam: kontrola rodzicielska, w pewnym wieku, jest w przypadku mediów cyfrowych absolutnie konieczna. Ale najlepsze nawet filtry nie rozwiążą problemu, mogą nas tylko wspomóc na określonym etapie wychowania. Zawsze nadejdzie w końcu ten moment, kiedy dziecko znajdzie się „poza zasięgiem”. Nie będziemy jeździć i sprawdzać, co i przez ile czasu nasz syn ogląda w akademiku. Równolegle trzeba więc uczyć dzieci samodyscypliny nazywanej nieraz również „wewnątrzsterownością”. Jej sens krótko i zwięźle wyraził św. Jan Paweł II w swoim słynnym przesłaniu do młodych: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.  Wychowując, musimy pamiętać, że naszym ostatecznym celem jest sprawienie, by dziecko stopniowo przejmowało ster swojego życia we własne ręce i było w stanie utrzymać właściwy kierunek także wtedy, gdy jest samo i nikt go nie pilnuje. Nieraz rodzice czują się bardziej odpowiedzialni za życie swoich dzieci niż one same: wciąż kontrolują, pilnują, przypominają… „Spóźniłam się, bo mama mnie nie obudziła”, „Grałem osiem godzin, bo nikt nie kazał mi wyłączyć”. Nie, to ja sam muszę przerwać grę oraz wstać, kiedy trzeba. Są na świecie budziki, wyłączenie komputera też nie jest jakąś magią. Wszystko zaczyna się w głowie. Człowiek nie nauczony samodyscypliny, czyli sztuki zarządzania samym sobą, nie będzie kiedyś w stanie zarządzać swoją rodziną czy firmą. Bo kto każdego ranka będzie walczył jak lew, żeby w ogóle zwlókł się z łóżka?

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku „Idziemy”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0