Omnia in bonum!

Zdjęcie: Martin Péchy, Unsplash

Być może niektórzy z czytelników pamiętają jeszcze utrzymaną w nostalgicznym tonie piosenkę Kabaretu Starszych Panów: Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest, lecz kiedy jej nima, samotnyś jak pies. Wszyscy miewamy momenty zwątpienia, kiedy „plusy ujemne” przesłaniają „plusy dodatnie” posiadania rodziny. Kolejna sprzeczka, przeciążenie obowiązkami, niezrozumienie ze strony najbliższych. Łatwo wtedy popaść w stan, który niektórzy określają mianem „mistyki gdybania”. Po co mi to było? Ten facet jest beznadziejny, nasze małżeństwo to pomyłka, gdyby ona nie była taką zołzą, gdybyśmy mieli więcej pieniędzy… Jednak grunt to szybko złapać grunt! Nikt z nas nie jest tu przez przypadek. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem (Ef. 1.4). Jeśli przez chwilę się nad tym zastanowić, do głowy przychodzi tylko jedno słowo: niesamowite! – a po plecach przechodzą ciarki. Pan Bóg od samego początku powołał nas do świętości, obdarzył światłem i łaską konkretnej odpowiedzi na to powołanie. A jednocześnie przecież: Bóg jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności. Niemożliwe więc, żeby z jednej strony wzywał nas do świętości, a z drugiej rzucał kłody pod nogi i piętrzył przed nami przeszkody mające utrudnić nam jej osiągnięcie. Stąd prosty wniosek, że wszystkie okoliczności naszego życia rodzinnego i osoby, które nas otaczają, mają być materią naszego uświęcenia. Trzeba modlitwy o światło, żeby umieć to dostrzegać, trzeba wysiłku pracy nad sobą, żeby wprowadzać to w życie. Zamiast narzekać – dziękować i mieć świadomość, że właśnie to, co nieraz odrzucamy, przeciwko czemu się buntujemy, jest wolą Bożą wobec nas i dobrze przeżyte, przemodlone i ofiarowane, zamiast nas przygniatać i wtłaczać w ziemię, pociągnie nas do góry. Założyciel Opus Dei, św. Josemaria Escriva, lubił powtarzać: Omnia in bonum – wszystko ku dobru! Mawiał też nieraz do małżonków: Twoja droga do świętości nosi imię twojej żony lub twojego męża. Jacek Pulikowski, gdy ktoś z małżonków w poradni skarżył się na drugą stronę, mówił: Przecież to jedyna osoba w życiu, którą sam sobie wybrałeś! Gdy zaś delikwent próbował się ratować, mówiąc: Ale ona kiedyś taka nie była – słyszał: A, to przy tobie tak się zmieniła? Szach mat! Radość, wdzięczność, miłość do małżonka i dzieci (razem z ich wadami, bo to żadna sztuka kochać tylko zalety), których Bóg przewidział dla nas od założenia świata… to nieraz po ludzku trudna, ale jednocześnie najprostsza droga do nieba i najpiękniejsza modlitwa. Zawsze się radujcie. Bez przestanku się módlcie. Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was (1 Tes. 5, 16-18).

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku „Idziemy”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0