Menadżer domu

Zdjęcie: Paul Hanaoka, Unsplash

Co teraz robisz? Nic, siedzę w domu — mówi mama trójki dzieci. – Twoja żona pracuje? Nie pracuje, siedzi z dziećmi –  rozmawiają mężowie. Mimo przemian społecznych ostatnich lat i polityki promującej rodzicielstwo wciąż jeszcze praca w domu uważana jest za zajęcie mniej wartościowe lub przeznaczone dla kobiet niemających lepszego pomysłu na życie. Ta ciężka praca krzywdząco nazywana bywa „nicnierobieniem” bądź utożsamiana z przymusową przerwą w życiorysie. No cóż, trzeba się uodpornić na komentarze o marnowaniu życia i zaniku ambicji. Warto też uświadomić sobie, ilu kompetencji wymaga praca w domu. Wiele osób będzie tu chyba zaskoczonych, bo jest ich tak wiele, iż trudno jest znaleźć podobne przykłady w pracy na zewnątrz. Wciąż jednak uważa się, że kobieta realizuje się w pełni tylko w pracy „dla innych”, a opieka nad własną rodziną ogranicza ją czy wręcz ogłupia. Widać tu przy tym wpływ tzw. „ekonomizmu”, który za wartościowe uważa tylko te zajęcia, za które przysługuje wynagrodzenie, niepłatne zaś uznaje za stojące nisko w hierarchii. 

Warto tu pamiętać, że troska o rodzinę i wychowanie dzieci to kształtowanie już dziś oblicza przyszłego świata, który będzie taki, jakim uczynią go nasze dzieci i ich rodziny. Wówczas odpowiedź na pytanie, czy jest to praca ważna, chociażby ze społecznego punktu widzenia, wydaje się oczywista. Kobieta pracująca w domu to jednocześnie: menedżer, psycholog, mediator, negocjator, lekarz, pielęgniarka, dyrektor finansowy, szef kuchni, krawcowa, zaopatrzeniowiec, mistrz kierownicy, logistyk, ogrodnik, dekoratorka wnętrz, pracownik kulturalno-oświatowy, specjalista od kreowania wizerunku  „firmy”, korepetytorka… Wystarczy? Ta lista robi chyba na nas spore wrażenie!

Nie zapominajmy też, że w swojej roli matki jest ona po prostu niezastąpiona. Mimo iż inne instytucje takie, jak placówki oświatowe czy Kościół mogą wspierać rodziców w wychowaniu dzieci, to właśnie ona pozostanie dla nich na zawsze ICH MAMĄ, której miłości, czułości i wpływu nikt i nic nie będzie w stanie zastąpić ani zrekompensować przez całe życie. Warto więc, by kobiety, które z poczucia lojalności wobec pracodawcy pozostawiają swoje domy i wychowanie dzieci w rękach innych osób (nierzadko zarabiając przy tym akurat tyle, by większość swojego wynagrodzenia przeznaczać na pensje dla nich), pamiętały, że po ich odejściu z firmy, na ich miejsce przyjdą inni, a za jakiś czas nikt nie będzie pamiętał, że one tak bardzo spalały się dla tej czy innej instytucji, poświęcając na to swój cenny czas (który, jak mówią niektórzy, jest zasobem nieodnawialnym) i odbierając go jednocześnie swoim najbliższym – jedynym ludziom, w których życiu są one niezastąpione. 

Anna Wardak
Felieton ukazał się w tygodniku “Idziemy”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0