Lubię wracać…

Zdjęcie: Valentina Locatelli, Unsplash

Lubię wracać tam, gdzie byłem już, pod ten balkon pełen pnących róż, na uliczki te znajome tak…” –  to oczywiście złoty przebój Zbigniewa Wodeckiego. Ale większość z nas także lubi powracać do tych „pierwszych serca drgnień”, nieraz ledwo uchwytnych i trudnych do wyrażenia, które kojarzą się nam z dobrem, pięknem i poczuciem bezpieczeństwa. Miejsca, dźwięki, smaki, kolory, zapachy…  – jak drobne okruchy zapadają w pamięć na długie lata, kształtując nas i pomagając przetrwać niejedną „ciemną dolinę”. Piękne wspomnienia gromadzimy przez całe życie, ale to „kraj lat dziecinnych” jest czasem, kiedy chłonie się je wszystkimi zmysłami i gdy zapadają one najgłębiej. Co zapamiętają z domu nasze dzieci? Ile dobrych wspomnień zabiorą z niego w dorosłe życie? Jaką atmosferą nasiąkną? Jakie będą ich pierwsze skojarzenia, gdy usłyszą kiedyś słowa „dom rodzinny”?  Jedna z koleżanek powiedziała mi, że do tej pory na myśl o Świętach i rodzinnych wakacjach czuje skurcz żołądka, bo w jej domu były to zawsze momenty największych spięć i awantur, po których nikt nie miał ochoty nawet patrzeć na innych, nie mówiąc już o wspólnym świętowaniu czy odpoczynku. Inna opowiadała mi, że jej mama, pedantka, do ostatniej chwili przed Wigilią kazała dzieciom polerować pokaźną kolekcję kryształów, a delikwent, który nie dopełnił perfekcyjnie tego rytuału, bywał odsyłany od wigilijnego stołu. I to jest właśnie to, co nawet po wielu latach dominuje w jej wspomnieniach o rodzinnych Wigiliach. Jaka szkoda! Rozumiecie, o co chodzi? Starajmy się, aby każda, najzwyklejsza nawet sytuacja z domu rodzinnego była dla dzieci źródłem pięknych wspomnień, budujących je i dających siłę na dorosłe życie. Stąd ważniejsze niż pięknie posprzątany dom, idealnie przygotowane Święta i super punktualny wyjazd na wakacje jest to wszystko, co dzieje się po drodze: atmosfera radości z tego, że jesteśmy razem, że robimy coś wspólnie, poczucie, że każdy jest tu potrzebny, kochany, otoczony serdecznością i troską. Wspólny śmiech, żarty, razem przeżywany smutek,  jednym słowem to, co wzmacnia więź, buduje serdeczne relacje, rozpala miłość, bo to o nią przecież tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. To normalne, że w domu rodzinnym musi być czas sprzątania i czas bałaganienia, czas wysiłku i relaksu, czas mozolnej pracy i chwile totalnej beztroski. I – bądźmy realistami – nie wszystko przychodzi łatwo, czasem trzeba trochę zepsuć innym humory, bo inaczej zwyczajnie polegniemy. Chodzi o to, żeby nie zatracić proporcji i nie zagubić w tym rzeczy naprawdę ważnych: tego, żeby nasz dom był miejscem, do którego każdemu chce się wracać, teraz fizycznie, a kiedyś w pięknych i dających życiową siłę wspomnieniach. 

Anna Wardak

Felieton został opublikowany w tygodniku “Idziemy”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0