Kamień wolności

Zdjęcie: Pablo Heimplatz, Unsplash

Wiem, ten tytuł brzmi jak paradoks (wg SJP: coś pozornie niemożliwego, zestawienie dwóch całkowicie różnych lub wykluczających się faktów). Myśląc „wolność”, widzimy płynące w powietrzu ptaki, konie z rozwianymi wiatrem grzywami albo inny „suchego przestwór oceanu”. Na pewno nie kojarzy nam się ona z ciężarem i nieustępliwością kamienia. A jednak! Byłam ostatnio na rekolekcjach. Podczas rozważania w kaplicy ksiądz przytoczył historię z gatunku tzw. przypowiastek katechetycznych o dziewczynce, która zapytała na lekcji, czy skoro Pan Bóg jest wszechmocny, może stworzyć kamień, którego nie potrafi unieść. Po namyśle ksiądz odpowiedział, że tak, i że tym kamieniem jest ludzka wolność. To prawda, wszechmogący Bóg zatrzymuje się w milczeniu na granicy ludzkiej wolności, czasem tylko delikatnie puka do drzwi sumienia. I jedyne, co może robić, to codziennie na nowo oddawać za nas swoje życie na Ołtarzu i karmić nas swoim Ciałem, abyśmy stopniowo upodabniali się do Niego i sami, w sposób wolny, chcieli otwierać się na Jego miłość. My rodzice co dzień zderzamy się, a czasem tylko patrzymy bezradnie na twardy kamień, z którym można porównać wolność naszych dzieci. To ocean… na każdym etapie pulsujący, falujący, wylewający to tu, to tam, zatapiając okoliczne łąki, a nieraz przybierający formę niszczącego wszystko wokół tsunami. I oczywiście, w sytuacjach skrajnych trzeba postawić mocną tamę: zabronić, nakazać, przymusić. Ale to nie może być głównym pomysłem na wychowanie. Podobnie jak Bóg, najlepszy z ojców, nie zniewala nas, nie narzuca swojej woli, nie zbawia na siłę, tak i my próbujmy „działać od środka”: cierpliwie przemieniać ich serca, formować sumienie i rozum tak, by jasno dostrzegał dobro i rozpoznawał prawdę, wzmacniać wolę, by miały siłę ku temu dobru zmierzać. Św. Augustyn mówi, że wolność nie jest wyborem między dobrem a złem, ale człowiek wolny to ten, którego nie zniewalają jego wady, dzięki czemu łatwo mu wybierać dobro. Tu rozpościera się szeroki temat wychowania w cnotach, bo to one prowadzą człowieka ku wolności, wady zaś ku zniewoleniu, jeśli przejmą kontrolę nad naszym życiem. Nie jest to wszystko proste (a czy ktoś mówił, że będzie?). Wychowanie do wolności trwa latami. I nieraz zdarza się, że nasz rodzicielski krzyż ma właśnie kształt i ciężar kamienia – kamienia wolności naszych dzieci, z której korzystają w sposób niedojrzały i lekkomyślny. W trudnych momentach patrzmy na nie tak, jak Bóg patrzy na nas. Jak cierpliwie znosi nasze błędy, choć nieraz pewnie zapłacze nad naszą głupotą, i całymi latami, dzień po dniu stara się docierać do nas i kształtować nasze serca tak, by wybór dobra był owocem naszej dojrzałej wolności. 

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku “Idziemy”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0