Dlaczego tu?

Zdjęcie: Ben White, Unsplash

Czemu w zanadto jednej osobie? Tej a nie innej? I co tu robię? – „Zdumienie” to jeden z bardziej znanych utworów W. Szymborskiej. Chyba każdy, choć może nie umie wyrazić tego tak pięknie, czuje zdumienie, myśląc, ile dróg i „zbiegów okoliczności” doprowadziło go tu, gdzie jest. Sąsiedztwo, parafia… – kręte ścieżki nie przypadkiem nas tu przywiodły. Jesteśmy postawieni na tym „odcinku”, z tymi akurat ludźmi po to, aby zmieniać oblicze tej, a nie innej ziemi – nieraz trudnej i mało urodzajnej, lecz danej i zadanej właśnie nam. Szkoda, że wielu, zamiast starać się zmieniać świat wokół siebie, szuka raczej komfortowych warunków dla siebie i swoich bliskich. Warunków, które wypracował wcześniej ktoś inny, aby oni mogli przyjść na gotowe i po prostu z nich korzystać. Obecnie znane jest zjawisko t.zw. churchingu – niektórzy mówią, że dla nich bycie w parafii nie jest dogmatem. Jasne że nie, ale… załóżmy, że nie podoba mi się moja parafia: bo ten ksiądz, bo ta osoba, bo te warunki, bo nic się tu nie dzieje…  Co robię? Czy ze wszystkich sił staram się zmienić to, co zmienić mogę, godzić się z tym, czego zmienić nie mogę, i kochać to miejsce i tych ludzi nie „za”, ale „pomimo”? Czy zabieram się i idę do innej piaskownicy, gdzie są fajniejsze zabawki i w ogóle jest weselej? A jak okaże się, że to miejsce również „nie spełnia moich oczekiwań”, to… pójdę sobie dalej. Gdyby wszyscy tak robili, świat nie zmieniałby się na lepsze. Nie! Trzeba użyźniać tę glebę, w którą rzuciła nas dłoń Siewcy, zapuścić mocno korzenie i starać w niej wzrastać, nie zważając na trudne nieraz warunki. Przecież Chrześcijanie, „sól ziemi i światłość świata” powinni szczególnie mocno rozumieć misję „bycia zaczynem”, który zakwasza całe ciasto i powoduje jego wzrost. Nasze dzieci patrzą na nas uważnie. Jeśli nauczą się, że warto dbać głównie o własne dobre samopoczucie, a gdy gdzieś nam się nie podoba, możemy porzucić nasz „posterunek” i poszukać innego miejsca lub środowiska, czy kiedyś będą miały dość determinacji, żeby trwać, opiekując się nami, albo pozostać w swoim małżeństwie, kiedy pojawi się kryzys, próbując je naprawiać, ulepszać, zamiast odejść gdzieś, gdzie jest fajniej i milej? Poza wszystkim jest to również kwestia odpowiedzialności za innych i za środowisko, w którym zostaliśmy postawieni, do którego jesteśmy posłani. Nawet jeśli uważamy, że nie jesteśmy w stanie niczego tu wnieść, to wspólnota jest przecież sumą konkretnych osób i każda z nich buduje ją samą swoją obecnością, każda jest tu potrzebna i niezastąpiona. Cytując Miłosza: […] lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach. I jak zwykł mawiać już ktoś inny, możesz, więc wpłyń na bieg lawiny”.

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku “Idziemy”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0